Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2014

Rzygam szkołą

Obraz
Nie sądziłam, że to powiem. Nie teraz. Ale ile można to dusić? Od drugiego września zaiwaniam na wieczornym bezpłatnym etacie pt. "odrabianie lekcji". Gimnastyka dla ciała i oczu, ponieważ jak nie okrągły stół w salonie to biurko u małych albo stół kuchenny, a ty zapuszczaj żurawia znad garów, laptopa czy sterty prania do powieszenia, jak progenitura przekręci polecenie. O gimnastyce umysłu nie wspomnę. Z drugoklasistą wykład o latarni na Faros, z gimnazjalistką dyskusja  o pierwiastkach i związkach chemicznych, a z czwartoklasistą wykazać się musisz wiedzą ze wszystkich przedmiotów. Czwartoklasista mnie dobija. Właściwie to nawet nie wiem, czy on, czy reforma. Czy czwarta klasa sama w sobie i młodego trudne wdrażanie się. Czy nowi nauczyciele, nowe wymagania, codziennie prace domowe z każdego przedmiotu. Czy uwagi w dzienniczku za "brak notatki z lekcji". Czy trzy jedynki z plastyki za niewykonane prace. I tak jak te braki notatek przełknęłam, tak plastyki nie. Nie...

Recenzja - "Dzieciaki z ulicy Tulipanowej, czyli Prawa Małych i Dużych"

Obraz
O prawach dzieci zawsze warto mówić, dlatego rzuciwszy tylko raz okiem na tytuł wiedziałam, że ta pozycja powinna znaleźć się w dziecięcej biblioteczce. I to każdej. Nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam. Książka Joanny Krzyżanek „Dzieciaki z ulicy Tulipanowej, czyli Prawa Małych i Dużych”, wydana przez wydawnictwo Jedność, inspirowana Konwencją o Prawach Dziecka to zbiór dziewięciu krótkich zabawnych opowiadań, których bohaterami są dzieci. Każda z humorystycznych, łatwo przypadających do gustu przedszkolakom czy pierwszoklasistom historyjek oparta jest na jednym z ważnych praw: do imienia i nazwiska, do tajemnic i marzeń, do zabawy, do odpoczynku, do emocji, do życia bez przemocy, do własnego zdania, do opieki lekarskiej oraz do jedzenia. Napisana została językiem prostym i dużą czcionką, a tekst podzielono  na krótkie sekwencje, dzięki czemu nie sprawi trudności nawet początkującym czytelnikom. Przyciąga również uwagę bogatą szatą graficzną. Subtelna linia rysunków i pastelowe k...

"Porwanie w Tiutiurlistanie" - recenzja

Obraz
„ - A więc wojna. - Tak, wojna.” Zbliżały się wakacje, kiedy pomyślałam, że warto sięgnąć po jakąś pozycję, którą dobrze będzie się czytało w długie jasne wieczory mojej gromadce. I wcale nie przypadkiem zdecydowałam się na „Porwanie w Tiutiurlistanie” Wojciecha Żukrowskiego. Sądzę, że jesienią będzie się je równie przyjemnie czytać przedszkolakom, a nawet drugo- i trzecioklasistom, by zaciekawieni losami bohaterów, doczytali je dalej sami. Z pozoru łatwe do wytłumaczenia słowo „wojna” w naturalny sposób zostało wykreślone z dziecięcego słownika, ponieważ od kilku pokoleń dane nam było żyć w czasie, kiedy takie zagrożenie nas nie dotyczyło. Tymczasem słyszymy je coraz częściej. I nasze dzieci również. W tej książce nie znajdziecie krwawych scen. Wojciech Żukrowski pisze o wojnie od podszewki - o knowaniach, intrygach i zdradach. Przy czym uświadamia nawet młodemu czytelnikowi, że zbrojny konflikt może rozpocząć się od drobnostki, przypadkowego zdarzenia, które poróżni ludzi sprawującyc...

Słowo na "w"

To było bardzo niespokojne lato. Z pewnością mój blog tego nie odzwierciedla, ponieważ wyrwał mi się tylko jeden spontaniczny wpis pełen obaw, ale wierzcie mi, bywały chwile, kiedy zasypiałam nad telewizyjnymi wiadomościami nocą lub z głową na laptopie, próbując z różnych miejsc dowiedzieć się jak najwięcej. I pilnowałam się bardzo, żeby przy dzieciach nie użyć słowa na "w". Łatwo nie było. 15 sierpnia Najstarszy zapragnął uczestniczyć w defiladzie, czyli bez eufemizmów - pokazu naszej siły przed ambasadą Rosji. - No dobra, pójdziesz, ale z mamusią - zagroziłam, ale mało przekonująco. - Z kolegą pójdę. - Ale obiecaj mi, że nie będziecie się pchać w centrum wydarzeń. Wiesz, jaka jest zasada w razie zadymy? - Wiem, mamo. OWD* Poszedł. Wrócił. Ekscesów nie było. Ja spędziłam tę sobotę z Najmłodszym, celowo na obrzeżach Warszawy, celowo z daleka od telewizora i internetu, tylko z telefonem w kieszeni. Opowiadał, że włazili do czołgów, ekscytował się wyposażeniem armii, podziwiał...

"A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre." - Rdz 1, 31a

Taka tam sytuacja, podpatrzona, w myślach zanotowana z braku czasu. W poczekalni u lekarza. Przyszłam z koleżanką, która nie mieszka w stolicy, a potrzebowała wsparcia medycznego od lekarza godnego zaufania. Nie wiadomo, czy pani doktor przyjmie, bo full itd. Proszę zapytać, wtedy założymy kartę. Wyłapujemy na bocznej klatce schodowej panią doktor, którą widziałam dwa razy w życiu, lecz wiem, że do niej można mieć zaufanie - ale mnie nie rozpoznaje, w dodatku razem z nią przychodzi starsza pani o kulach. Na krzesełkach siedzą oprócz nas: starsza pani z astmą, małżeństwo: on bez nogi, ona monologująca o cenach i zdrapkach z Biedronki lub głośno rozmawiająca przez telefon, a następnie relacjonująca współmałżonkowi rozmowy z poszczególnymi członkami rodziny; starszy pan; pani w średnim wieku, a na wózku jeszcze jedna pani w średnim wieku, schorowana i bez nóg. Przybywa ostatnia, a pierwsze słowa jakie wypowiada, kieruje do małżonka pani od Biedronki: - Jak pan sobie radzi? Ja po pierwszej...

Gender - jestem za, a nawet przeciw

Obraz
Jubileuszowy wpis, ponieważ setny. I tak się złożyło, że dotyczyć będzie sprawy tak bardzo ważnej, że wcale nie będzie brzmiało dziwnie, jeżeli kiedyś powiem "Sto razy wam o tym mówiłam". Historyjka z pracy: - Jak będziesz wypełniać kwestionariusz, nie zapomnij zadeklarować się w sprawie gender (kwestionariusz jest po angielsku, stąd ten mój wredny żart). - Yyyy...??? - Płeć masz wpisać! Po wypełnieniu: - A co to tak w ogóle jest ten "gender"? I tym pytaniem kolega zdobył moje serce raz na zawsze. Chciał wiedzieć. A wyjaśnienie jest tylko z pozoru łatwe. "Gender" brzmi obco i niepokojąco. Podobnie jak dla mnie jeszcze do niedawna "longboard", a kiedyś dla wielu na pewno "psychologia", "promieniowanie" oraz inne słowa, które trudno skojarzyć z czymś, co znamy. Dlatego wcale mnie nie dziwi fakt, że wystarczy rzucić to hasło, by wyrósł między rozmówcami mur. Zacznę najprościej i po ludzku, czyli od skojarzeń. "Gender" ł...

Poszło o końcówki, czyli gender w natarciu

Obraz
Czytanie rozwija. Druga połowa rozsmakowała się w krytyce. Postawiła zarzut nie do odparcia - że "połowica" to żona. - Masz żonę? - No, nie mam, ale szczerze przyznam, że bardzo bym chciała. Wzięłam słownik, przestudiowałam, wyszło,  fakt  - "połowica" zdecydowanie sugeruje małżonkę, z naciskiem na "żonkę" i moje wysiłki, żeby znaleźć synonim do "męża" 1. Budzący ciepłe skojarzenia, 2. Podkreślający indywidualność artysty, 3. Określający jednoznacznie typ macho - spełzły na niczym. "Oblubieniec" jest zbyt podniosły, "żonaty mężczyzna", "partner życiowy" i "głowa rodziny" nie pasują do artysty, który przede wszystkim poślubił sztukę, "mężuś","mężulek","żonkoś" - zostały wykluczone przez punkt 3., "nowożeniec" już nie, ponieważ od drugiego ślubu (czyli kościelnego) minęło 6 lat z hakiem, "dozgonny towarzysz", to po moim trupie (literalnie), "ślubny" ...

Z wisienką

Obraz
Pierwszy września to zawsze Armageddon, z wielu powodów. Ten - dodatkowo. Po pierwsze dlatego, że jeden z kurczaczków mamy szóstki rok szkolny rozpoczyna dość daleko od domu i choć na pewno pod czułą opieką babci i dziadka i cioci - to jedak... myśli wciąż przy nim. Po drugie - mama szóstki rzuciła w przeddzień września niebezpieczne hasło - mianowicie, że chce się sprzedać. Publicznie obnażyć, innymi słowy, przyjąć odpowiedzialność na klatę i dalej grać w te klocki, tylko że od tej chwili mniej myśląc o sobie, a bardziej - o czytających. Nisza niszą, fajnie jest - ale blog dawno przestał być tylko wentylem czy oknem na świat, a stał się świadomym porządkowaniem rzeczywistości wokół siebie, okraszonym ździebełkiem humoru. I tu pisząca te słowa napotkała sprzeciw gorszej połowy, którą zabolała niszowa bądź co bądź, ale jednak mamy szóstki sława słowami dziergana. Ugodzona boleśnie artystyczna godność macho leczyła rany w pracowni, a przyczyna trosk wszelkich dokonała przeglądu strojów g...