Rzygam szkołą
Nie sądziłam, że to powiem. Nie teraz. Ale ile można to dusić? Od drugiego września zaiwaniam na wieczornym bezpłatnym etacie pt. "odrabianie lekcji". Gimnastyka dla ciała i oczu, ponieważ jak nie okrągły stół w salonie to biurko u małych albo stół kuchenny, a ty zapuszczaj żurawia znad garów, laptopa czy sterty prania do powieszenia, jak progenitura przekręci polecenie. O gimnastyce umysłu nie wspomnę. Z drugoklasistą wykład o latarni na Faros, z gimnazjalistką dyskusja o pierwiastkach i związkach chemicznych, a z czwartoklasistą wykazać się musisz wiedzą ze wszystkich przedmiotów. Czwartoklasista mnie dobija. Właściwie to nawet nie wiem, czy on, czy reforma. Czy czwarta klasa sama w sobie i młodego trudne wdrażanie się. Czy nowi nauczyciele, nowe wymagania, codziennie prace domowe z każdego przedmiotu. Czy uwagi w dzienniczku za "brak notatki z lekcji". Czy trzy jedynki z plastyki za niewykonane prace. I tak jak te braki notatek przełknęłam, tak plastyki nie. Nie...