"Porwanie w Tiutiurlistanie" - recenzja
„ - A więc wojna.
- Tak, wojna.”
Zbliżały się wakacje, kiedy pomyślałam, że warto sięgnąć po jakąś pozycję, którą dobrze będzie się czytało w długie jasne wieczory mojej gromadce. I wcale nie przypadkiem zdecydowałam się na „Porwanie w Tiutiurlistanie” Wojciecha Żukrowskiego. Sądzę, że jesienią będzie się je równie przyjemnie czytać przedszkolakom, a nawet drugo- i trzecioklasistom, by zaciekawieni losami bohaterów, doczytali je dalej sami.
Z pozoru łatwe do wytłumaczenia słowo „wojna” w naturalny sposób zostało wykreślone z dziecięcego słownika, ponieważ od kilku pokoleń dane nam było żyć w czasie, kiedy takie zagrożenie nas nie dotyczyło. Tymczasem słyszymy je coraz częściej. I nasze dzieci również. W tej książce nie znajdziecie krwawych scen. Wojciech Żukrowski pisze o wojnie od podszewki - o knowaniach, intrygach i zdradach. Przy czym uświadamia nawet młodemu czytelnikowi, że zbrojny konflikt może rozpocząć się od drobnostki, przypadkowego zdarzenia, które poróżni ludzi sprawujących władzę. A kiedy padną już poważne oskarżenia i mocne słowa, zaś media podejmą temat, wycofać się już nie można… nawet jeśli zapomniało się, co było rzeczywistą przyczyną wytoczenia ciężkich dział.
Świat „Porwania w Tiutiurlistanie” to dwa graniczące ze sobą bajkowe, z definicji bardzo różniące się państwa: Tiutiurlistan, którego władcą jest okrąglutki król Baryłko oraz Blablacja pod władzą wysokiego i szczupłego monarchy Cynamona. Niespokojny las, w którym toczy się większa część akcji znajduje się na pograniczu obu tych krain, zaś bohaterami, którzy od początku do końca towarzyszą młodemu czytelnikowi w podróży przez całą lekturę jest trójka bezrobotnych zwierząt: chełpliwy kogut – zwolniony z wojska kapral Marcin Pypeć, pełna matczynych uczuć, bardzo kobieca lisica Chytraska - poliglotka oraz kot Mysibrat – skromny obywatel, którego zgubiły naiwność i dobre serce. Losy całej trójki zwiąże porwanie królewny Wiolinki, córki jednego z władców. Każdy z bohaterów został boleśnie dotknięty przez los, lecz wspierają się wzajemnie. Królewna zaś, jest zaborczą i kapryśną małą złośnicą, zupełnie inną od tej Wiolinki, którą obywatele Tiutiurlistanu znali z audiencji. I choć porwaną udaje się dość szybko odnaleźć, droga powrotu do tiutiurlistańskiego pałacu wcale nie jest łatwa.
Wydana przez Wydawnictwo BABARYBA w 2010 r. pozycja, której ilustracje Pawła Kłudkiewicza oraz krzycząca szata graficzna, utrzymana w czerwieni i czerni, przypominająca rewolucyjne odezwy czy wojenne plakaty, kładą nacisk na istotny w książce konflikt - to jedno z najnowszych oblicz „Porwania w Tiutiurlistanie”. Ale warto pamiętać, że to wciągające, opowiedziane barwnie i z humorem niełatwe losy trójki przyjaciół, trzymające w napięciu do samego końca.
Jedna z moich ulubionych książek wszechczasów, której fragmentami czasem mówię. Muszę się wybrać do księgarni obejrzeć ilustracje, bo już po okładce widzę, że są całkiem inne. W moim wydaniu były czarno-białe, taką lekką kreską rysowane, ale nie pamiętam autora.
OdpowiedzUsuń