Gender - jestem za, a nawet przeciw
Jubileuszowy wpis, ponieważ setny. I tak się złożyło, że dotyczyć będzie sprawy tak bardzo ważnej, że wcale nie będzie brzmiało dziwnie, jeżeli kiedyś powiem "Sto razy wam o tym mówiłam".
Historyjka z pracy:
- Jak będziesz wypełniać kwestionariusz, nie zapomnij zadeklarować się w sprawie gender (kwestionariusz jest po angielsku, stąd ten mój wredny żart).
- Yyyy...???
- Płeć masz wpisać!
Po wypełnieniu:
- A co to tak w ogóle jest ten "gender"?
I tym pytaniem kolega zdobył moje serce raz na zawsze. Chciał wiedzieć. A wyjaśnienie jest tylko z pozoru łatwe.
"Gender" brzmi obco i niepokojąco. Podobnie jak dla mnie jeszcze do niedawna "longboard", a kiedyś dla wielu na pewno "psychologia", "promieniowanie" oraz inne słowa, które trudno skojarzyć z czymś, co znamy. Dlatego wcale mnie nie dziwi fakt, że wystarczy rzucić to hasło, by wyrósł między rozmówcami mur.
Zacznę najprościej i po ludzku, czyli od skojarzeń. "Gender" łopatologicznie to przeciwieństwo do "uniseks". Czyli podkreślenie, że RODZAJ (inaczej "płeć") ma znaczenie. Tylko, że "gender" to nie jest to samo co "sex" - są to dwa angielskie słowa oznaczające "płeć", ale na różnych poziomach.
Jestem anglistką, więc gender to moje poletko. Oznacza "RODZAJ". Rodzaj gramatyczny na przykład - czyli "ona", "on". W angielskim ilość słów, w których rozróżnia się rodzaj gramatyczny jest proporcjonalnie niewielka. W polskim każdy rzeczownik ma "płeć" - męską, żeńską lub nijaką. Zostawmy rodzaj nijaki, skupmy się na pozostałych - i oczywiście w języku naszym ojczystym. "Mama", "córka" - są w oczywisty sposób rodzaju żeńskiego, ponieważ wiemy, że wyrazy te oznaczają osoby płci żeńskiej. "Tata", "syn" - są naturalnie - męskiego, ponieważ oznaczają osoby płci męskiej. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę rzeczowniki takie jak "męskość" (gramatycznie rodzaj żeński, ale znaczenie wyrazu sugeruje wręcz coś przeciwnego) czy "jajnik" (gramatycznie rodzaj męski, a wyraz oznacza żeński organ płciowy) - sprawy się komplikują. Podobnie jest w życiu. I stąd ten straszny "gender".
Gender to pojęcie ról, zachowań i atrybutów związanych z płcią. To społeczny przekaz kulturowy, w którym zawarte są pewne wytyczne. Wytyczne te mogą kolidować, niestety, z naszą tożsamością, indywidualnością oraz potrzebami. A potrzeby i tożsamość budujemy od najwcześniejszych etapów życia. Piszę "my", ale mam na myśli nasze dzieci. Prosty przykład, z czym zmagają się tzw gender studies: wasze dziecko przynosi zaproszenie na urodziny do koleżanki. Od razu kupujecie lalkę Barbie, czy dzwonicie do mamy/taty jubilatki i pytacie, czym dziecko się interesuje? A jeśli na urodziny zaprasza kolega?
https://www.facebook.com/Kurzojady/photos/a.355405654594159.1073741825.355345267933531/509159482552108/?type=1
"Wiązanie Helenki" - K. Hoffmanowa, 1823, książeczka dla trzylatków
Bardzo dziekuje za to wytlumaczenie, rzeczywiscie mozna sie pogubic.
OdpowiedzUsuńTeraz już tłumaczę od razu, bo w pewnym momencie się zorientowałam, że część osób się jeży z powodu niezrozumienia. A gdy się wyjaśni, to nie mają nic przeciwko :)
OdpowiedzUsuńJa na ogół tłumaczę. Tylko na blogu tak od tyłu się zabieram :D Już mię ukryty krytyk zaczął strofować, że piszę "powierzchownie i pokrętnie". A uprzedzałam przecież, że się będę publicznie obnażać. Z poglądami ;)
OdpowiedzUsuńKto pyta, nie błądzi, a kto nie pyta, ten czyta ;)
OdpowiedzUsuńŻeby nie błądzić :)
z denger kojaży mi się taka scenka która często pojawia się mi ma ćwiczeniach z pacjentami kiedy jest ćwiczenie " piesek robi siusiu" (klęk podparty i noga ugięta do boku) co nie którzy dowcipni panowie mówią że tu są też i suczki(kobiety) a one inaczej siusiają zawsze na takie coś mówie że denger w modzie i nie ma znaczenia bo w tym ćwiczeniu wszyscy jesteśmy psami:p
OdpowiedzUsuń