Święta, święta i po.
W grudniu nie piszę. I to nie jest postanowienie noworoczne.
Są w roku 3 miesiące, kiedy zdarza mi się zapomnieć jak się nazywam, albo którego dziś mamy: czerwiec, wrzesień i grudzień. Z tych trzech ostatni jest szczególny – obfituje w okazje, wymusza kulinarne eksperymenty, wiąże się z podróżami, spotkaniami rodzinnymi oraz w gronie przyjaciół, a na dodatek w tym czasie rozsądek i moja astma każą mi trzymać się z dala od wszelkiego rodzaju zbiorowisk ludzkich i placówek medycznych, gdzie o byle infekcję łatwo. I jakoś to trzeba pogodzić.
Jednocześnie - jest dobry czas na wiele rzeczy. Przede wszystkim trzeba w grudniu sporo spraw ogarnąć i sporo podsumować. Długie jesienne wieczory, światła, muzyka (głównie kolędowanie naszych muzykujących dzieci) i symbole powodują, że człowiek ma więcej czasu na refleksje i okazje, by się nimi podzielić.
Refleksja 1: Światło
Nie bez powodu wiele ważnych świąt w różnych religiach przypada właśnie na przełom jesieni i zimy: to czas przemiany światła. Na półkuli północnej drastycznie skraca się długość dnia, ustępując ciemnościom, które przez wieki nauczyliśmy się rozjaśniać ogniem, świecami, lampkami i światłem elektrycznym. Kiedy ciemność osiąga punkt kulminacyjny, w Polsce, zgodnie ze starosłowiańskim obyczajem, przypada czas na tradycyjne ucztowanie. Jego początek obecnie nazywa się Wigilia, gdzie dawne Szczodre Gody z 12 potrawami na stole wymieszały się z oczekiwaniem na chrześcijańskie Boże Narodzenie. Co świętujemy? Odejście starego roku wraz z najkrótszym dniem i narodziny nowego, czyli powrót do dłuższego dnia. Jak świętujemy? Najpierw gromadzimy jadło wszelkie, sprzątamy dom, szykujemy podarunki dla najbliższych, by potem, zgodnie ze starosłowiańskim zwyczajem, odwiedzać rodzinę i znajomych, zaprzestając w miarę możliwości pracy wszelkiej. Ach, zapomniałam, warto postarać się jeszcze o parę iglastych gałązek, względnie choinkę. Jak ktoś chce być słowiańsko trendy, może zamiast choinki wstawić w kąt pokoju snopek. I tak do Trzech Króli. Kiedy już zdecydowanie jaśniej się robi na świecie. I na umyśle zdrowiej.
Początek grudnia 2013 powitałam na południu Francji. Nie sama – z koleżanką z pracy. Trafiłyśmy tam w niedzielę, na inaugurację grudniowych miejskich iluminacji ulicznych. Oglądałyśmy świąteczne wystawy, wąchałyśmy czekoladowe cuda, piłyśmy dobre wino i rozkoszowałyśmy się zagranicą. Na uliczkach Bordeaux kolorowe tłumy – był to dzień bez samochodu. Czuło się w powietrzu atmosferę oczekiwania na święta. Kogo jak kogo, ale spadkobierców Starożytnego Rzymu do tradycji ucztowania i świętowania namawiać nie trzeba :) I dałyśmy się porwać temu klimatowi – i ja i Kama, dzieląc myśli, radości, entuzjazm, a choć kolejne dni były wypełnione obowiązkami po brzegi, znalazł się czas na myślenie o bliskich i na przedświąteczne zakupy. Zaś przelatując nad Paryżem w drodze powrotnej ujrzałyśmy przez moment migoczącą Wieżę Eiffla. Najwyraźniej bóg Światła był łaskawy. I bóg Przyjaźni też.
Refleksja 2: Razem z najbliższymi
Najpierw dyskusja - sztuczna czy prawdziwa? O pachnącą lasem, przywołującą wspomnienia z dzieciństwa zawsze starał się mój ślubny. Za moją namową. Tym razem namowę zbył. Ciężko wzdychając rozpościerałam plastikowe gałęzie ściągniętego z szafy tandetnego drzewka. Z zaskoczeniem spostrzegłam, że drapało jak prawdziwe.
- A gdzie zapach choinki? – w głosie Najstarszej zabrzmiało rozczarowanie.
Gałązek nikt nie przyniósł, a na hasło, że może w takim razie starosłowiański snopek w kącie izby, kilka par oczu popatrzyło na mnie z niedowierzaniem.
- To ewentualnie w przyszłym roku – ktoś z małolatów rzucił nieśmiało.
Tegoroczną ( no, już zeszłoroczną, ale wciąż ostatnią) choinkę ubierali ze mną najmłodsi.
- Tylko ostrożnie wyjmujcie bombki z tych małych pudełek!
Wyszłam na moment do kuchni, wracam, a tu podłoga srebrzy się i złoci. Wokół drzewka skorupy. Dwóch nieszczęśników próbuje się tłumaczyć
- Bo on ścisnął!
- Ale on mnie popchnął!
Wysyłam broików po szczotkę i szufelkę, zamiatam, klnąc na czym świat stoi i złorzecząc, że w przyszłym roku snopek w kąt postawię albo inny wiecheć i obwieszę czymkolwiek.
Resztę szkieł załatwimy odkurzaczem, ale dopiero na koniec, ponieważ delikatnych starych bombek jeszcze trochę zostało do powieszenia.
- A nie moglibyśmy wszystkich mieć nietłukących? – rzuca rozsądną myśl Dziewięciolatek.
- Nietłukące są bardzo wygodne, ale te stare to pamiątki.
Młodzi pamiętają. Co rok te same historie: malutkie – żółta i czerwona (po działalności Najmłodszych została już tylko ta druga) – to bombki z pierwszej choinki, którą ubierałam razem z mężem. Lampki z tej choinki w tym roku odmówiły współpracy. Co za zbieg okoliczności! Po ponad dwudziestu latach. Czerwona choinka to bombka, którą mój jedyny zdjął dla mnie z drzewka na Placu Zamkowym prawie ćwierć wieku temu. Osiem kul podpisanych – to pamiątki z fabryki bombek z Gniezna - na sześciu są imiona naszych dzieci, na jednej moje i tatyszóstki, a na ostatniej błyszczy nasze nazwisko. Te ostatnie dwie wieszam drżącymi rękami sama. Kłują w oczy dwa imiona razem.
- A dlaczego w ogóle wiesza się bombki? – pyta rezolutnie Sześciolatek.
- Szklana kula oznacza kruchość i marność ludzkiego życia – zaczynam nagle pod wpływem wykładu z historii sztuki holenderskiej oraz myśli ciężkich, które się od 2 miesięcy nagromadziły. – Ale …(reflektuję się nagle i grzebię w pamięci) bombki na choince, choć szklane i delikatne są bardzo piękne i miały oznaczać dostatek i bogactwo w domu. Kiedyś, dawno temu, zamiast bombek wieszano jabłka, orzechy, pierniki i inne łakocie.
- A my też je powiesimy?
- Pierniki i inne łakocie – uśmiecham się na myśl o pachnących korzennie reniferach Najstarszej i cukrowych laseczkach przywiezionych z Francji.
To jak to w końcu jest z tą bombką? Krucha czy dostatnia? Marna czy bogata?
Na pewno tradycyjnie okrągła i błyszcząca. I odbijająca karykaturalne w proporcjach twarze. Co roku inne, bo przecież zawsze jedni odchodzą, drudzy przychodzą, dzieci rosną, dorosłym przybywa lat. Co roku któraś bombka spadnie i rozbije się w pył, jak kruche ludzkie życie. Albo związek. I raz na jakiś czas przybywają nowe – niektóre trwalsze - i stają się niemymi świadkami rodzinnych opowieści. Co roku moje myśli sięgają do wielu Wigilii wstecz, do dawno zapomnianych twarzy, które kiedyś widywałam odbite w bombkach, obok mojej dziecięcej buźki.
Nigdy nie miałam wątpliwości gdzie spędzę Wigilię – zawsze z rodziną.
Refleksja 3: Nowy początek
Lubię niektóre przesądy. Te pozytywne. Jak wiara w to, że wszystkie stare sprawy trzeba zakończyć w starym roku. Oraz, żeby w noc sylwestrową mieć przy sobie trochę gotówki, co zapewni płynność finansową przez cały przyszły rok. I tego się trzymam.
Do stajenki dzieciątka Jezus przychodziły nie tylko barany, ale również trzej Magowie, czyli Mędrcy ze Wschodu. Nie powiem, trochę złota by się przydało, kadzidłem i mirrą też w tym roku nie pogardzę.
Ale na początek – trzeba zrobić porządek z bombkami. A zwłaszcza z jedną. Dwudziestoparoletni związek nie jest przecież marny i kruchy jak szklana kula.
Są w roku 3 miesiące, kiedy zdarza mi się zapomnieć jak się nazywam, albo którego dziś mamy: czerwiec, wrzesień i grudzień. Z tych trzech ostatni jest szczególny – obfituje w okazje, wymusza kulinarne eksperymenty, wiąże się z podróżami, spotkaniami rodzinnymi oraz w gronie przyjaciół, a na dodatek w tym czasie rozsądek i moja astma każą mi trzymać się z dala od wszelkiego rodzaju zbiorowisk ludzkich i placówek medycznych, gdzie o byle infekcję łatwo. I jakoś to trzeba pogodzić.
Jednocześnie - jest dobry czas na wiele rzeczy. Przede wszystkim trzeba w grudniu sporo spraw ogarnąć i sporo podsumować. Długie jesienne wieczory, światła, muzyka (głównie kolędowanie naszych muzykujących dzieci) i symbole powodują, że człowiek ma więcej czasu na refleksje i okazje, by się nimi podzielić.
Refleksja 1: Światło
Nie bez powodu wiele ważnych świąt w różnych religiach przypada właśnie na przełom jesieni i zimy: to czas przemiany światła. Na półkuli północnej drastycznie skraca się długość dnia, ustępując ciemnościom, które przez wieki nauczyliśmy się rozjaśniać ogniem, świecami, lampkami i światłem elektrycznym. Kiedy ciemność osiąga punkt kulminacyjny, w Polsce, zgodnie ze starosłowiańskim obyczajem, przypada czas na tradycyjne ucztowanie. Jego początek obecnie nazywa się Wigilia, gdzie dawne Szczodre Gody z 12 potrawami na stole wymieszały się z oczekiwaniem na chrześcijańskie Boże Narodzenie. Co świętujemy? Odejście starego roku wraz z najkrótszym dniem i narodziny nowego, czyli powrót do dłuższego dnia. Jak świętujemy? Najpierw gromadzimy jadło wszelkie, sprzątamy dom, szykujemy podarunki dla najbliższych, by potem, zgodnie ze starosłowiańskim zwyczajem, odwiedzać rodzinę i znajomych, zaprzestając w miarę możliwości pracy wszelkiej. Ach, zapomniałam, warto postarać się jeszcze o parę iglastych gałązek, względnie choinkę. Jak ktoś chce być słowiańsko trendy, może zamiast choinki wstawić w kąt pokoju snopek. I tak do Trzech Króli. Kiedy już zdecydowanie jaśniej się robi na świecie. I na umyśle zdrowiej.
Początek grudnia 2013 powitałam na południu Francji. Nie sama – z koleżanką z pracy. Trafiłyśmy tam w niedzielę, na inaugurację grudniowych miejskich iluminacji ulicznych. Oglądałyśmy świąteczne wystawy, wąchałyśmy czekoladowe cuda, piłyśmy dobre wino i rozkoszowałyśmy się zagranicą. Na uliczkach Bordeaux kolorowe tłumy – był to dzień bez samochodu. Czuło się w powietrzu atmosferę oczekiwania na święta. Kogo jak kogo, ale spadkobierców Starożytnego Rzymu do tradycji ucztowania i świętowania namawiać nie trzeba :) I dałyśmy się porwać temu klimatowi – i ja i Kama, dzieląc myśli, radości, entuzjazm, a choć kolejne dni były wypełnione obowiązkami po brzegi, znalazł się czas na myślenie o bliskich i na przedświąteczne zakupy. Zaś przelatując nad Paryżem w drodze powrotnej ujrzałyśmy przez moment migoczącą Wieżę Eiffla. Najwyraźniej bóg Światła był łaskawy. I bóg Przyjaźni też.
Refleksja 2: Razem z najbliższymi
Najpierw dyskusja - sztuczna czy prawdziwa? O pachnącą lasem, przywołującą wspomnienia z dzieciństwa zawsze starał się mój ślubny. Za moją namową. Tym razem namowę zbył. Ciężko wzdychając rozpościerałam plastikowe gałęzie ściągniętego z szafy tandetnego drzewka. Z zaskoczeniem spostrzegłam, że drapało jak prawdziwe.
- A gdzie zapach choinki? – w głosie Najstarszej zabrzmiało rozczarowanie.
Gałązek nikt nie przyniósł, a na hasło, że może w takim razie starosłowiański snopek w kącie izby, kilka par oczu popatrzyło na mnie z niedowierzaniem.
- To ewentualnie w przyszłym roku – ktoś z małolatów rzucił nieśmiało.
Tegoroczną ( no, już zeszłoroczną, ale wciąż ostatnią) choinkę ubierali ze mną najmłodsi.
- Tylko ostrożnie wyjmujcie bombki z tych małych pudełek!
Wyszłam na moment do kuchni, wracam, a tu podłoga srebrzy się i złoci. Wokół drzewka skorupy. Dwóch nieszczęśników próbuje się tłumaczyć
- Bo on ścisnął!
- Ale on mnie popchnął!
Wysyłam broików po szczotkę i szufelkę, zamiatam, klnąc na czym świat stoi i złorzecząc, że w przyszłym roku snopek w kąt postawię albo inny wiecheć i obwieszę czymkolwiek.
Resztę szkieł załatwimy odkurzaczem, ale dopiero na koniec, ponieważ delikatnych starych bombek jeszcze trochę zostało do powieszenia.
- A nie moglibyśmy wszystkich mieć nietłukących? – rzuca rozsądną myśl Dziewięciolatek.
- Nietłukące są bardzo wygodne, ale te stare to pamiątki.
Młodzi pamiętają. Co rok te same historie: malutkie – żółta i czerwona (po działalności Najmłodszych została już tylko ta druga) – to bombki z pierwszej choinki, którą ubierałam razem z mężem. Lampki z tej choinki w tym roku odmówiły współpracy. Co za zbieg okoliczności! Po ponad dwudziestu latach. Czerwona choinka to bombka, którą mój jedyny zdjął dla mnie z drzewka na Placu Zamkowym prawie ćwierć wieku temu. Osiem kul podpisanych – to pamiątki z fabryki bombek z Gniezna - na sześciu są imiona naszych dzieci, na jednej moje i tatyszóstki, a na ostatniej błyszczy nasze nazwisko. Te ostatnie dwie wieszam drżącymi rękami sama. Kłują w oczy dwa imiona razem.
- A dlaczego w ogóle wiesza się bombki? – pyta rezolutnie Sześciolatek.
- Szklana kula oznacza kruchość i marność ludzkiego życia – zaczynam nagle pod wpływem wykładu z historii sztuki holenderskiej oraz myśli ciężkich, które się od 2 miesięcy nagromadziły. – Ale …(reflektuję się nagle i grzebię w pamięci) bombki na choince, choć szklane i delikatne są bardzo piękne i miały oznaczać dostatek i bogactwo w domu. Kiedyś, dawno temu, zamiast bombek wieszano jabłka, orzechy, pierniki i inne łakocie.
- A my też je powiesimy?
- Pierniki i inne łakocie – uśmiecham się na myśl o pachnących korzennie reniferach Najstarszej i cukrowych laseczkach przywiezionych z Francji.
To jak to w końcu jest z tą bombką? Krucha czy dostatnia? Marna czy bogata?
Na pewno tradycyjnie okrągła i błyszcząca. I odbijająca karykaturalne w proporcjach twarze. Co roku inne, bo przecież zawsze jedni odchodzą, drudzy przychodzą, dzieci rosną, dorosłym przybywa lat. Co roku któraś bombka spadnie i rozbije się w pył, jak kruche ludzkie życie. Albo związek. I raz na jakiś czas przybywają nowe – niektóre trwalsze - i stają się niemymi świadkami rodzinnych opowieści. Co roku moje myśli sięgają do wielu Wigilii wstecz, do dawno zapomnianych twarzy, które kiedyś widywałam odbite w bombkach, obok mojej dziecięcej buźki.
Nigdy nie miałam wątpliwości gdzie spędzę Wigilię – zawsze z rodziną.
Refleksja 3: Nowy początek
Lubię niektóre przesądy. Te pozytywne. Jak wiara w to, że wszystkie stare sprawy trzeba zakończyć w starym roku. Oraz, żeby w noc sylwestrową mieć przy sobie trochę gotówki, co zapewni płynność finansową przez cały przyszły rok. I tego się trzymam.
Do stajenki dzieciątka Jezus przychodziły nie tylko barany, ale również trzej Magowie, czyli Mędrcy ze Wschodu. Nie powiem, trochę złota by się przydało, kadzidłem i mirrą też w tym roku nie pogardzę.
Ale na początek – trzeba zrobić porządek z bombkami. A zwłaszcza z jedną. Dwudziestoparoletni związek nie jest przecież marny i kruchy jak szklana kula.
Ja nie do końca lubię świeta z uwagi na to że kobiety zamiast w nie wypocząć to na okrągło coś mają do zrobienia. Mam na uwadze sporą ilość potraw którymi chcą ugościć i dogodzić gościom. Nie jest to pozytywny aspekt przeżywania świąt szczególnie wtedy jak część męska odpoczywa, a część kobieca pracuje.
OdpowiedzUsuń