Poważny wiek
Najstarszy z czterech synów wszedł w tym tygodniu w poważny wiek lat trzynastu. Poważny, ponieważ zobowiązuje.
Wielokrotnie w naszych rodzinnych rozmowach przewija się temat odpowiedzialności, a także praw i obowiązków. Nie, żeby były to jakieś sztucznie narzucone tematy do zrealizowania. Nasze rozmowy wywołuje samo życie. Tę środową - również.
Postanowiliśmy, wspólnie z mężem, że założymy młodemu młodzieżowe konto w banku. W środę rano, po wręczeniu prezentów i wyprawieniu zdrowych dzieci do szkoły, poszłam z jubilatem do oddziału banku. Przy podpisywaniu umowy, konsultant zwrócił się do syna:
- Poproszę o imię pana ojca.
Młody wyglądał na mocno zdziwionego. Po raz pierwszy ktoś zwrócił się do niego per PAN. Gdy zajarzył, o co chodzi i dokończyliśmy formalności, widać było, że rozpiera go duma. Usmiechał się do siebie, szczęśliwy i rozpromieniony.
W domu, ostudziłam nieco zapał młodego, przypominając mu, że nabycie nowych praw - takich jak prawo do samodzielnego podpisywania niektórych dokumentów urzędowych, czy posiadania konta w banku, wiąże się z odpowiedzialnością i obowiązkami.
A potem, zaczęliśmy wspominać dawne dzieje - od chwili narodzin środowego jubilata, poprzez różne wzruszające chwile i zabawne powiedzonka z najmłodszych lat dzieciństwa.
Nigdy nie zapomnę, gdy w parę godzin po narodzinach robił śmiesznie usteczka w "ciup" i cmokał - chyba na wspomnienie pierwszych kropli ziemskiego pokarmu. Olśniła mnie wtedy myśl, że to tak młody człowiek, a już wie, co dobre - i już ma związane z tym wspomnienia.
Gdy był dwulatkiem i coś przeskrobał, podczas naszej rozmowy patrzył prosto w oczy, jakby starał się zrozumieć, dlaczego się gniewam. Tak, tym skupionym spojrzeniem rozbrajał. Zaskakujące było to, że skarcony pierwszym klapsem nawet nie zapłakał - też patrzył w oczy - skupiony, uważny, jakby mówił: "Dlaczego mnie bijesz? Przecież z twojego spojrzenia i tonu głosu potrafię wyczytać, że zrobiłem źle." To właśnie jego spojrzenie nauczyło mnie, że dzieci się nie bije, z dziećmi się rozmawia.
A tematów do rozmowy zawsze mieliśmy mnóstwo. Młody bardzo wcześnie nauczył się mówić i w wieku niespełna trzech lat komentował niemal każdą sytuację i werbalnie wyrażał uczucia. Szczerze, do bólu. Wśród najzabawniejszych rodzinnych powiedzonek top one należy właśnie do naszego najstarszego syna: "Babciu, kocham cię. I serek też kocham."
Niestrudzenie zadawał setki pytań. A ja odpowiadałam. Teraz też zadaje. I wciąż staram się odpowiadać. Mamy wspólne zainteresowania, ale jego wiedza już zaczyna wykraczać poza moje wiadomości. Coraz częściej muszę odsyłać go do książek lub razem szukamy odpowiedzi w internecie. Czas biegnie tak szybko, że zupełnie nie wiem, jak upłynęło te trzynaście lat.
Wielokrotnie w naszych rodzinnych rozmowach przewija się temat odpowiedzialności, a także praw i obowiązków. Nie, żeby były to jakieś sztucznie narzucone tematy do zrealizowania. Nasze rozmowy wywołuje samo życie. Tę środową - również.
Postanowiliśmy, wspólnie z mężem, że założymy młodemu młodzieżowe konto w banku. W środę rano, po wręczeniu prezentów i wyprawieniu zdrowych dzieci do szkoły, poszłam z jubilatem do oddziału banku. Przy podpisywaniu umowy, konsultant zwrócił się do syna:
- Poproszę o imię pana ojca.
Młody wyglądał na mocno zdziwionego. Po raz pierwszy ktoś zwrócił się do niego per PAN. Gdy zajarzył, o co chodzi i dokończyliśmy formalności, widać było, że rozpiera go duma. Usmiechał się do siebie, szczęśliwy i rozpromieniony.
W domu, ostudziłam nieco zapał młodego, przypominając mu, że nabycie nowych praw - takich jak prawo do samodzielnego podpisywania niektórych dokumentów urzędowych, czy posiadania konta w banku, wiąże się z odpowiedzialnością i obowiązkami.
A potem, zaczęliśmy wspominać dawne dzieje - od chwili narodzin środowego jubilata, poprzez różne wzruszające chwile i zabawne powiedzonka z najmłodszych lat dzieciństwa.
Nigdy nie zapomnę, gdy w parę godzin po narodzinach robił śmiesznie usteczka w "ciup" i cmokał - chyba na wspomnienie pierwszych kropli ziemskiego pokarmu. Olśniła mnie wtedy myśl, że to tak młody człowiek, a już wie, co dobre - i już ma związane z tym wspomnienia.
Gdy był dwulatkiem i coś przeskrobał, podczas naszej rozmowy patrzył prosto w oczy, jakby starał się zrozumieć, dlaczego się gniewam. Tak, tym skupionym spojrzeniem rozbrajał. Zaskakujące było to, że skarcony pierwszym klapsem nawet nie zapłakał - też patrzył w oczy - skupiony, uważny, jakby mówił: "Dlaczego mnie bijesz? Przecież z twojego spojrzenia i tonu głosu potrafię wyczytać, że zrobiłem źle." To właśnie jego spojrzenie nauczyło mnie, że dzieci się nie bije, z dziećmi się rozmawia.
A tematów do rozmowy zawsze mieliśmy mnóstwo. Młody bardzo wcześnie nauczył się mówić i w wieku niespełna trzech lat komentował niemal każdą sytuację i werbalnie wyrażał uczucia. Szczerze, do bólu. Wśród najzabawniejszych rodzinnych powiedzonek top one należy właśnie do naszego najstarszego syna: "Babciu, kocham cię. I serek też kocham."
Niestrudzenie zadawał setki pytań. A ja odpowiadałam. Teraz też zadaje. I wciąż staram się odpowiadać. Mamy wspólne zainteresowania, ale jego wiedza już zaczyna wykraczać poza moje wiadomości. Coraz częściej muszę odsyłać go do książek lub razem szukamy odpowiedzi w internecie. Czas biegnie tak szybko, że zupełnie nie wiem, jak upłynęło te trzynaście lat.
Komentarze
Prześlij komentarz