Postanowienia noworoczne

Nowy Rok to przyjemny moment: człowiek otwiera nowy, czysty rozdział, całe dwanaście miesięcy. Dlatego przyjęło się robienie sobie noworocznych postanowień. Z mojego punktu widzenia, czyli punktu widzenia szefa działu zarządzania zasobami ludzkimi oraz dyrektora ds finansów solidnej ośmioosobowej firmy, jaką jest rodzina, takie postanowienia wymagają odpowiedzialnych przemyśleń. Z tej właśnie przyczyny ja postanawiam sobie po cichu. I co rok, po cichu się z tego rozliczam.

Uczciwie przyznaję, że dotrzymanie nawet takich cichych obietnic nie zawsze się udaje. Te ubiegłoroczne uznałam za zrealizowane: zagnieździliśmy się w nowym mieszkaniu i wprowadziliśmy w nasze rodzinne życie pewne zmiany. Nie znaczy to wcale, że jestem supermamą, a nasz dom jest idealny. Realnie wygląda to tak: ogarniam sprawy domowe w 75%, czasami więcej. Nie zależy mi na tym, aby wszystko w naszym rodzinnym życiu było "pod linijkę". Poza tym, wydaje mi się, że zarówno ja, jak mąż i dzieci przestaliśmy się porównywać z innymi. Po prostu: u nas jest inaczej. I będzie. Każda rodzina jest unikatowa i tego się trzymamy.

Wbrew pozorom treścią mojego życia nie jest pranie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie, pilnowanie dzieci. Owszem, tych kilka czynności wymaga czasu, ale jeśli rodzina nie zje raz czy dwa razy w miesiącu obiadu, tragedia się nie stanie - zawsze można zrobić kanapki; metodyczne wieszanie prania tak, aby nie wyglądało na pogniecione pozwala darować sobie parę godzin prasowania dziennie, a założenie dzieciom zeszytów do notowanie prac domowych pozwala na sprawną kontrolę systematyczności nauki. Ważne jest uporządkowanie życia tak, aby móc wykroić parę chwil na realizację swoich marzeń. Mam wrażenie, że to mi się udało, dlatego odważę się tym razem moje postanowienia ujawnić.

W tym roku postanawiam systematycznie pisać na blogu (nie rzadziej niż raz na tydzień) i założyć fundację chroniącą zabytki na warszawskiej Pradze. Jeżeli się uda - sukces świętować będę z Wami, Czytelnikami, pod warunkiem, że się ujawnicie ;)

Bycie Matką-Polką wbrew pozorom nie powoduje zafiksowania się wyłącznie na sprawy rodzinne. Podjęta we wrześniu decyzja o moim niepowracaniu do pracy kosztowała nas, jako podstawową komórkę społeczną kilka chudych miesięcy, ale zapanowanie nad gromadką, wyprostowanie paru szkolnych zakrętów i poznanie nowego otoczenia zaowocowało nowymi pomysłami na działania pozarodzinne. Fundacja jest jednym z nich. Trzymajcie kciuki!

Komentarze

  1. Ale fajnie ze piszesz!! Zagladam tu regularnie, nawet jak byla dluga cisza!! Oplacalo sie! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że mnie tu odwiedzasz, Anetko :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W rankingu

Jeszcze jeden żonkil, czyli ... gdybym znała Kadisz

Szkoła - młódź cierpi na tem