Deszcz
Internet nawala, ale to nie powód, żeby się poddać. Trudno, skoro nie mogę pisać online, to zapiszę "do szuflady", a opublikuję później.
W domu - szpital. Jedno od drugiego - zapalenie oskrzeli, a teraz jakieś zapalenie gardła. Juniorstwo ogólnie znudzone, choć w użycie poszły ulubione filmy. W końcu - ile można?
Że więcej snu potrzebują (najmłodsi), postanowiłam coś od siebie opowiedzieć - bo jakże znaleźć bajkę odpowiednią do aury?
No i w ten sposób powstała ta właśnie:
Chłopiec leżał w łóżeczku, na wygodnej poduszce i pod ciepłą kołderką. W ogóle nie chciało mu się spać. Przytulał ulubione przytulanki, oglądał ulubione książeczki, przewracał się z boku na bok i nie mógł zasnąć. Za oknem padał deszcz i dzwonił w szyby.
- Mamo! - zawołał.
- Słucham synku? - mama od razu zjawiła się w pokoju, pogłaskała Chłopca po głowie i przyjrzała mu się uważnie. - Co się dzieje?
- Nie mogę zasnąć. - odpowiedział Chłopiec.
- Dlaczego? - zapytała mama.
- Bo ten deszcz tak pada i pada... - powiedział Chłopiec - i o szyby dzwoni i gorąco mi... i w ogóle...
- Hmmm... - mama zastanowiła się, siadając na łózku. - Wiesz, był kiedyś pewien chłopiec, Janek. Mieszkał w zwyczajnym domu, w zwyczajnym mieszkaniu, ze zwyczajną mamą, zwyczajnym tatą i zwyczajnym rodzeństwem, ale pewnego zwyczajnego dnia przydarzyło mu się coś całkowicie niezwykłego. Padał wtedy deszcz i chłopiec w ogóle nie mógł zasnąć, ponieważ przeszkadzały mu krople dzwoniące o szyby i hałasująca woda w rynnach...
- A co to są rynny? - zapytał Chłopiec, zasłuchany.
- To takie rury, które widać pod dachami i przy ścianach budynków. Tymi rurami podczas deszczu woda z dachu spływa na dół.
- Aha...- powiedział Chlopiec sennym głosem - takie jak na podwórku?
- Tak, dokładnie takie jak na podwórku - ciągneła mama. - I Janek przewracał się na łóżku z boku na bok, odrzucał ulubione przytulanki, odkrywał się lub przykrywał się cały kołdrą, bo sam nie wiedział, czy mu za gorąco, czy za zimno, czy to odgłosy deszu tak mu przeszkadzają. W końu usiadł na łóżku i popatrzył na okno. Między zasłonkami widać było, że po szybie spływało dużo kropli, a jedna wyglądała jak spadająca gwiazda - odbijało się w niej światło małej lampki Janka. Kropla zatrzymała się na chwilę i rozjaśniła.
- Och, witaj! - powiedziała.
Janek rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył.
- Witaj, Janku! Do ciebie przecież mówię. Widzę, że jeszcze nie śpisz, a chciałabym opowiedzieć ci, co przydarzyło mi się, od ostatniego razu, gdy widziałam cię przez szybę. Spałeś wtedy, a ja byłam młodą, pierwszą kroplą deszczu i marzyłam o tym, żeby być wielką górą wody!
- Wielką górą wody? - zapytał Janek.
- Tak! Spływałam po szybie, wołałam cię, ale mnie nie słyszałeś. Ale usłyszały mnie inne krople i powiedziały, że mogą pomóc mi zostać wielką górą wody, bo każdy, gdy o czymś marzy i bardzo tego pragnie, osiąga swój cel. I wszystkie krople z twojej szyby połączyły się ze mną, spływając w dół. Spłynęłyśmy wielką strugą po Twoim parapecie, a potem na balkon, z balkonu ściekłyśmy na podwórko, a tam czekało na nas mnóstwo innych kropli, które strumieniami spływały do tej wielkiej kałuży. W kałuży wytworzył się wir, ponieważ pod nią była studzienka - wir wciągnął mnie tak szybko, że nie zdążyłam się nawet zastanowić, co się ze mną dzieje. A tam huczała już cała masa wody, niesionej rynnami z dachów. I w tej ogromnej wodnej kipieli znalazłam się i ja, choć byłam przerażona, bo było strasznie ciemno! Po kilku godzinach jednak rozjaśniło się, ucichło - i okazało się, że płynę rzeką. W rzece były całe miliardy takich małych kropelek jak ja. Płynęłyśmy z prądem - przez wiele dni. Oglądałysmy piękne krajobrazy, ogrzewałyśmy się w promieniach słońca i wciąż płynęłyśmy na północ. Jedna ze starszych kropli powiedziała mi, że płyniemy do morza, w którym kroplami poruszają prądy morskie i pozwalają im zbijać sie w pieniste fale. Wiele upłynęło dni i nocy - oglądałam niebo usiane gwiazdami, których jest chyba tak samo wiele, jak kropli w rzece. Aż pewnego dnia, rzeka zaczęła płynąć wolniej i wolniej... i stało się - dotarłam do morza! Tu znów spotkałam mnóstwo innych kropli i morskie zwierzęta - i rozbijałam się o burty statków i łodzi. Morze zbijało wodę w fale, które dopływały do piaszczystego brzegu i uciakały, ale niektóre krople wsiąkały między ziarenka piasku.
- Trzymaj się nas - powiedziała jedna ze starszych kropli i pociągnęła mnie wgłąb morza, a potem do oceanu. To jeszcze większe i głębsze morze - tak wielkie, że wokół siebie widzisz tylko wodę i niebo i aby dotrzeć do brzegu musisz płynąć wiele dni. Oglądałam dn morskie i ukryte w nim wulkany, z których wypływała czerwona lawa i zastygała od razu, utulona naszym chłodem. Aż pewnego dnia dno morskie się zatrzęsło i ogromna ilość wody uniosła się do góry. Starsze krople pochwyciły mnie ze sobą i unosiły coraz wyżej i wyżej, aż na sam szczyt! I stałam się wielką górą wody, ogromną falą tsunami, razem z innymi kroplami! Patrzyłam naświat i morze z ogromnej wysokości i byłam bardzo szczęśliwa. Potem z wielką szybkością płynęłyśmy przed siebie, po otwartych przestrzeniach oceanu. Gdy zaświeciło słońce, zobaczyłam znajomą okolicę i odłączyłam się od fali. Wpłynęłam do morza i płynąc przy samej powierzchni dałam się wyssać słońcu. Zmieniłam się w parę - unoszącą się jak duch wodę. I znalazłam się jeszcze wyżej niż tsunami - widziałam z wysoka twoje podwórko i dom... - akurat, gdy przepływałam nad nim w wielkiej chmurze. Wtedy postanowiłam, że zajrzę do ciebie i ci to wszystko opowiem... Janku? Słuchasz mnie jeszcze? Nie słucha. Zasnął. Ech... popłynę znów na wielką wyprawę, a potem mu opowiem od nowa.
- I kropla spłynęła w dół po szybie, łącząc sie z innymi kroplami, skapnęła z parapetu na balkon, z balkonu na podwórko... - opowiadała mama. Pogładziła włosy śpiącego synka i dokończyła cicho - ... i na pewno opowie nam wszystko, gdy wróci z nowej podróży.
W domu - szpital. Jedno od drugiego - zapalenie oskrzeli, a teraz jakieś zapalenie gardła. Juniorstwo ogólnie znudzone, choć w użycie poszły ulubione filmy. W końcu - ile można?
Że więcej snu potrzebują (najmłodsi), postanowiłam coś od siebie opowiedzieć - bo jakże znaleźć bajkę odpowiednią do aury?
No i w ten sposób powstała ta właśnie:
Chłopiec leżał w łóżeczku, na wygodnej poduszce i pod ciepłą kołderką. W ogóle nie chciało mu się spać. Przytulał ulubione przytulanki, oglądał ulubione książeczki, przewracał się z boku na bok i nie mógł zasnąć. Za oknem padał deszcz i dzwonił w szyby.
- Mamo! - zawołał.
- Słucham synku? - mama od razu zjawiła się w pokoju, pogłaskała Chłopca po głowie i przyjrzała mu się uważnie. - Co się dzieje?
- Nie mogę zasnąć. - odpowiedział Chłopiec.
- Dlaczego? - zapytała mama.
- Bo ten deszcz tak pada i pada... - powiedział Chłopiec - i o szyby dzwoni i gorąco mi... i w ogóle...
- Hmmm... - mama zastanowiła się, siadając na łózku. - Wiesz, był kiedyś pewien chłopiec, Janek. Mieszkał w zwyczajnym domu, w zwyczajnym mieszkaniu, ze zwyczajną mamą, zwyczajnym tatą i zwyczajnym rodzeństwem, ale pewnego zwyczajnego dnia przydarzyło mu się coś całkowicie niezwykłego. Padał wtedy deszcz i chłopiec w ogóle nie mógł zasnąć, ponieważ przeszkadzały mu krople dzwoniące o szyby i hałasująca woda w rynnach...
- A co to są rynny? - zapytał Chłopiec, zasłuchany.
- To takie rury, które widać pod dachami i przy ścianach budynków. Tymi rurami podczas deszczu woda z dachu spływa na dół.
- Aha...- powiedział Chlopiec sennym głosem - takie jak na podwórku?
- Tak, dokładnie takie jak na podwórku - ciągneła mama. - I Janek przewracał się na łóżku z boku na bok, odrzucał ulubione przytulanki, odkrywał się lub przykrywał się cały kołdrą, bo sam nie wiedział, czy mu za gorąco, czy za zimno, czy to odgłosy deszu tak mu przeszkadzają. W końu usiadł na łóżku i popatrzył na okno. Między zasłonkami widać było, że po szybie spływało dużo kropli, a jedna wyglądała jak spadająca gwiazda - odbijało się w niej światło małej lampki Janka. Kropla zatrzymała się na chwilę i rozjaśniła.
- Och, witaj! - powiedziała.
Janek rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył.
- Witaj, Janku! Do ciebie przecież mówię. Widzę, że jeszcze nie śpisz, a chciałabym opowiedzieć ci, co przydarzyło mi się, od ostatniego razu, gdy widziałam cię przez szybę. Spałeś wtedy, a ja byłam młodą, pierwszą kroplą deszczu i marzyłam o tym, żeby być wielką górą wody!
- Wielką górą wody? - zapytał Janek.
- Tak! Spływałam po szybie, wołałam cię, ale mnie nie słyszałeś. Ale usłyszały mnie inne krople i powiedziały, że mogą pomóc mi zostać wielką górą wody, bo każdy, gdy o czymś marzy i bardzo tego pragnie, osiąga swój cel. I wszystkie krople z twojej szyby połączyły się ze mną, spływając w dół. Spłynęłyśmy wielką strugą po Twoim parapecie, a potem na balkon, z balkonu ściekłyśmy na podwórko, a tam czekało na nas mnóstwo innych kropli, które strumieniami spływały do tej wielkiej kałuży. W kałuży wytworzył się wir, ponieważ pod nią była studzienka - wir wciągnął mnie tak szybko, że nie zdążyłam się nawet zastanowić, co się ze mną dzieje. A tam huczała już cała masa wody, niesionej rynnami z dachów. I w tej ogromnej wodnej kipieli znalazłam się i ja, choć byłam przerażona, bo było strasznie ciemno! Po kilku godzinach jednak rozjaśniło się, ucichło - i okazało się, że płynę rzeką. W rzece były całe miliardy takich małych kropelek jak ja. Płynęłyśmy z prądem - przez wiele dni. Oglądałysmy piękne krajobrazy, ogrzewałyśmy się w promieniach słońca i wciąż płynęłyśmy na północ. Jedna ze starszych kropli powiedziała mi, że płyniemy do morza, w którym kroplami poruszają prądy morskie i pozwalają im zbijać sie w pieniste fale. Wiele upłynęło dni i nocy - oglądałam niebo usiane gwiazdami, których jest chyba tak samo wiele, jak kropli w rzece. Aż pewnego dnia, rzeka zaczęła płynąć wolniej i wolniej... i stało się - dotarłam do morza! Tu znów spotkałam mnóstwo innych kropli i morskie zwierzęta - i rozbijałam się o burty statków i łodzi. Morze zbijało wodę w fale, które dopływały do piaszczystego brzegu i uciakały, ale niektóre krople wsiąkały między ziarenka piasku.
- Trzymaj się nas - powiedziała jedna ze starszych kropli i pociągnęła mnie wgłąb morza, a potem do oceanu. To jeszcze większe i głębsze morze - tak wielkie, że wokół siebie widzisz tylko wodę i niebo i aby dotrzeć do brzegu musisz płynąć wiele dni. Oglądałam dn morskie i ukryte w nim wulkany, z których wypływała czerwona lawa i zastygała od razu, utulona naszym chłodem. Aż pewnego dnia dno morskie się zatrzęsło i ogromna ilość wody uniosła się do góry. Starsze krople pochwyciły mnie ze sobą i unosiły coraz wyżej i wyżej, aż na sam szczyt! I stałam się wielką górą wody, ogromną falą tsunami, razem z innymi kroplami! Patrzyłam naświat i morze z ogromnej wysokości i byłam bardzo szczęśliwa. Potem z wielką szybkością płynęłyśmy przed siebie, po otwartych przestrzeniach oceanu. Gdy zaświeciło słońce, zobaczyłam znajomą okolicę i odłączyłam się od fali. Wpłynęłam do morza i płynąc przy samej powierzchni dałam się wyssać słońcu. Zmieniłam się w parę - unoszącą się jak duch wodę. I znalazłam się jeszcze wyżej niż tsunami - widziałam z wysoka twoje podwórko i dom... - akurat, gdy przepływałam nad nim w wielkiej chmurze. Wtedy postanowiłam, że zajrzę do ciebie i ci to wszystko opowiem... Janku? Słuchasz mnie jeszcze? Nie słucha. Zasnął. Ech... popłynę znów na wielką wyprawę, a potem mu opowiem od nowa.
- I kropla spłynęła w dół po szybie, łącząc sie z innymi kroplami, skapnęła z parapetu na balkon, z balkonu na podwórko... - opowiadała mama. Pogładziła włosy śpiącego synka i dokończyła cicho - ... i na pewno opowie nam wszystko, gdy wróci z nowej podróży.
Komentarze
Prześlij komentarz